| |
Wystawa / kuratorzy: Anna Wolska i Paweł Kula
ANNA WOLSKA / LABIRYNT RZECZYWISTOŚCI
Pojęcie rzeczywistości w fotografii wydaje się być określeniem adekwatnym do tej techniki rejestrowania i opisywania świata, ludzi i zdarzeń. Oczywiście historia rozwoju tego medium pokazała zupełnie odmienne tendencje i możliwości użycia tego wynalazku, które to niektórzy z dowcipnych krytyków określali jako psucie porządnej fotografii, ucieczką w sztukę lub też fałszowaniem prawdy.
Fotografia budzi również i we mnie wiele wątpliwości, które dotyczą nie tyle rozterek na temat poprawności wykonania zdjęcia zgodnie z panującym w danym momencie kanonem (modą), co łatwości z jaką można manipulować obrazem fotograficznym. Nie chodzi mi wcale o subiektywizm odczuć i spojrzeń, lecz o podstawową zasadę, która wynika z budowy i zasady działania kamery fotograficznej - wyboru kadru przez autora. Ta nadrzędna zasada powoduje, że widz poznaje tylko fragment rzeczywistości, prawdę, którą poznaje za pośrednictwem - oka, ręki (czyli zmysłów i biegłości manualnej autora) oraz optyki (budowy aparatu). Jest to więc zaledwie wycinek pewnego momentu, który miał miejsce w określonym czasie (np. 1/1000 sek.), scena uchwycona lub spreparowana i podana nam widzom niczym sztuka na deskach w teatrze.
Gdy zastanowimy się dodatkowo nad możliwościami środków technicznych, którymi dysponują współcześnie autorzy zdjęć - filtry, specjalne negatywy (i inne nośniki informacji -raw, jpg, tif) oraz różne finalne techniki reprodukcji obrazu, chciałoby się zapytać, no dobrze panie autorze, to twoja subiektywna wizja świata, ale jak było na prawdę? Chyba nikt nie zaprzeczy, że to szerokie spektrum możliwości rodzi pokusę, by świat i ludzi pokazywać przez pryzmat własnych estetycznych przekonań, przedkładać wrażliwość i siłę wyrazu nad obiektywną prawdę ale również by tą rzeczywistość kreować.
Oczywiście taka postawa twórcza nie jest i nie była niczym nowym. Przypomnijmy sobie tylko jedne z pierwszych zdjęć reporterskich Felice Beato (ur. 1833, zm. ok. 1907). Fotografie wykonane przez Beato podczas II wojny opiumowej są pierwszymi zdjęciami dokumentującymi rozwijające się działania militarne. Sekwencja obrazów pokazuje zbliżanie się do fortów, skutki bombardowań zewnętrznych murów i fortyfikacji, a w końcu zniszczone wnętrza fortów, włączając w to ciała zabitych chińskich żołnierzy. Co ciekawe zdjęcia nie były robione w tej kolejności, gdyż ciała Chińczyków musiały być sfotografowane najpierw, przed przeniesieniem ich w miejsce działań wojennych. Dopiero wtedy Beato mógł robić zdjęcia wnętrza i zewnętrza fortu. Jak więc w tym wypadku określić działania autora? Najpierw oczyszczenie pola bitwy, potem wykonanie serii zdjęć, następnie wniesienie ciał zabitych chińskich żołnierzy, ułożenie ich w odpowiednich pozach, doświetlenie ciemnego wnętrza fortu? Czy była to inscenizacja, czy mistyfikacja? Gdzie leży granica ingerencji, którą można uzasadnić niedogodnościami technicznymi? Współczesność nie wiele zmieniła w podejściu części fotografów do pojęć jak prawda i rzeczywistość. Świetnym tego przykładem może być książka "Etyka środków przekazu", w której autor E. Rivers przytacza wypowiedź fotografa, udzielającego rady innym fotografującym. Miał on powiedzieć: "Woźcie zawsze w samochodowym bagażniku połamany dziecięcy, trójkołowy rowerek. Jeśli traficie na wypadek drogowy którego ofiarą padło dziecko, ustawcie w odpowiednim miejscu przewrócony trycykl i udramatyzujcie sytuację." I znów jak określić takie działanie? Dla części osób będzie to tylko podniesienie dramaturgii i siły działania zdjęcia, dla innych będzie to oczywiste fałszerstwo. Przyznam że słuchając, czy czytając podobne wypowiedzi przypominają mi się od razu dwie fotografie. Pierwsza z nich to zdjęcie wykonane wielkoformatową kamerą zdjęcie Luca Delahaye'a, jednego z członków grupy Magnum. Na zdjęciu tym widzimy grupę osób, w brudnych, podartych strojach, wychudzonych, zmęczonych trwającym koszmarem. Ta ludzka grupa stoi według określonego porządku, nie wahałabym się nawet użyć określenia, że jest ustawiona według klasycznych zasad kompozycyjnych, niczym w obrazie Leonarda da Vinci.
Ten fakt sprawia, że zdjęcie to nabiera zupełnie innego wymiaru - sugeruje ponadczasowość zjawiska jakim jest wojna i cierpienie. W tym wypadku ten nadmierny estetyzm jest więc jak najbardziej uzasadniony. Nie zastanawiamy się nad tym co mogło się dziać w trakcie jego wykonywania, czujemy, że celem autora była ta grupa osób i jako taka została z fotografowana. Cóż jednak się dzieje, gdy to fotograf staje się celem zdjęcia, gdy ujawniony zostaje cały anturaż wokół zaistniałej sceny, gdy prawda o sytuacji wygląda nieco inaczej niż na zdjęciu, które trafia na okładki pism? Tu w mojej pamięci pojawia się inne zdjęcie - jest to fotografia Krzysztofa Millera z wystawy "Antyfotografie". Na zdjęciu tym widzimy leżącego na ziemi człowieka i grupę fotoreporterów skupionych wokół niego, całkowicie pochłoniętych uwiecznianiem przysłowiowego trupa. Dla mnie fotografia ta nie wymaga jakiegokolwiek komentarza. Jest to ucieleśnienie całego surrealistycznego teatru jaki czasem towarzyszy powstaniu tzw. zdjęcia reporterskiego. Nie chcę jednak by moje dywagacje przybierały ton moralizatorski, chodzi mi raczej o postawienie tezy, że coś takiego jak rzeczywistość fotograficzna w pojęciu obiektywnej prawdy w ogóle nie istnieje, że zawsze jest to w mniejszym lub większym stopniu iluzja, teatr, który w gotowej formie obrazu przedkładany jest widzom. Dlatego nie należy oceniać fotografii jako mniej lub bardziej prawdziwej, impresyjnej, piktorialnej, estetyzującej, czy nawiązującej do czystej fotografii. Zawsze będzie bowiem to obraz, który jest grą autora z emocjami, wrażliwością, skojarzeniami jakie to konkretne zdjęcie budzi w widzach. Oczywiście mój nieufny stosunek do fotografii nie zmienia faktu, iż w moim przekonaniu fotografia jest współcześnie nadrzędnym, najpowszechniejszym i mającym największą przyszłość narzędziem do wypowiedzi artystycznej, kreacji oraz badania możliwości
i granic sztuki. Połączenie fotografii z innymi dziedzinami jak filmem, muzyką - dźwiękiem, działaniem scenicznym stanowi w dzisiejszych czasach najlepsze ucieleśnienie pierwotnej idei Richarda Wagnera, rozwiniętej później przez Gotfrieda Sempera, Williama Morrisa i Johna Ruskina jako syntezy i współdziałania różnych sztuk.
Ten rodzaj totalnego działania sztuki (obrazu, dźwięku) znajduje również swoje odniesienie w idei aktualnie prezentowanej w Bydgoszczy wystawy jako fotograficznego labiryntu. Koncepcja wystawiennicza stanowi rzeczywisty labirynt pełen zaułków i ślepych uliczek. Element drogi, przejścia, czasem zagubienia wzmacnia siłę działania na podświadomość widza. Uzupełnienie wystawy o projekty multimedialne z dźwiękiem, ruchomym obrazem dodaje nowy jakościowy element do tej fotograficznej instalacji. Idea labiryntu ma także swoje odmienne - "literackie" znaczenie. Jest to swoista przenośnia, będąca synonimem subiektywnego postrzegania i rejestrowania świata, przenośnia dotycząca ludzkiego losu, odwiecznych fundamentalnych prawd, problemów, relacji, lęków - słowem spraw, w które wszyscy jesteśmy uwikłani.
Na wystawie w ramach projektu - "Labirynt rzeczywistości" swoje zdjęcia prezentują: Adam Tuchliński, Kuba Dąbrowski, Karol Radziszewski, Andrzej Kramarz, Danuta Kuciak, Adam Lach, Anna Lorenz, Anna Nizio i Piotr Kawęcki. Każdy z prezentowanych projektów, to właściwie odrębna wystawa, dotycząca odmiennych aspektów życia, natomiast jedynym mianownikiem, który łączy wszystkich autorów jest człowiek lub atrybut, który odnosi się bezpośrednio do niego.
Dzięki tej dużej swobodzie twórczej możemy zobaczyć w bydgoskiej galerii bardzo odmienne podejście autorów nie tylko w kwestii postrzegania rzeczywistości, ich własnej wrażliwości, czy użytej metody rejestracji obrazu. Wystawa ta jest ciekawą również w szerszym czysto socjologicznym aspekcie. Autorzy poruszają całą skalę wątków, które wychodzą poza jednostkę rysując szerszy obraz dotyczący charakteru społeczeństw, przemian kulturowych, pojęć dotyczących dobra, zła, zagadnień związanych z postrzeganiem seksualności, słowem jest to całe spektrum zagadnień i tematów, które dotyczą nas wszystkich, bądź z którymi się spotykamy chociażby w tzw. mediach.
Temat polityki pojawia się w projektach dwu autorów - Adama Tuchlińskiego oraz Adama Lacha. Obaj autorzy są na co dzień związani z tygodnikiem Newsweek. Projekt Adama Tuchlińskiego pt:"Sowietskaja Bielarusia" opowiada o dzisiejszej Białorusi. Nie jest to jednak typowy reportaż, są to raczej luźne fotograficzne zapiski z podróży autora po kraju, będącym byłą republiką ZSRR, kraju, w którym czas i mentalność stanęły w miejscu. Jest to opowieść bardzo nastrojowa, wręcz poetycka - zdjęcie na którym widzimy pozostawiony samotnie niebieski samochód (ładę żyguli) z fotografowany na tle kwitnącego na żółto pola rzepaku zdaje się być kwintesencją projektu Adama, który zamyka się w jednym określeniu - "socjalistyczny skansen w środku Europy".
Odmiennym w nastroju jest projekt Adama Lacha pt:"Kosovo utajone". Autor zapytany o istotę tego projektu odpowiada: "(.) ludzie odczuwają przymus fotografii: przymus przekształcania całego swego doświadczenia w sposób widzenia" pisze Hans-Georg Gadamer w swej "Aktualności Piękna". Kosowo jest takim ujęciem, niezaleznie od pobudek i umiejetności autora, to akt istnienia rzeczywistosci. Te skądinąd są bardzo skomplikowane.
W kontekscie przeszłości, która zbudowala tamto miejsce, rysuje się obraz biedy, wojny i śmierci. Choć cała sytuacja polityczna wydaje się zmierzać ku lepszemu, wśród kosowarów i serbów nadal dostrzegamy chwile pełne napieć i wzajemnej nienawiści. Nie pragnąłem tym samym nadać odświętnej sytuacji tej rzeczywistości, nie pragnąłem utożsamiać się z tymi osobami. Były mi zupelnie obce, tak samo jak obce było mi miejsce i wszelkie spotkania. Ta obojętność pozwoliła mi na szczere, własne patrzenie. Zauwazałem to co mnie zachwyca, rozśmiesza, szokuje i obrzydza. Wybierałem ludzi,którzy nie rzucali się w oczy i nie nieśli ze sobą żadnej wartości. Wybierałem miejsca, których świadectwo istnienia jest utajone. Wreszcie fotografowałem bez taniego i fałszywego współczucia i bez zbędnego sentymentalizmu. Fotografowałem jako zdobycz moralną.
Odmienne podejście do fotografii i sposobu prezentacji tematu ukazuje w swoim projekcie pt: Standby" autor - Piotr Kawęcki. Autor nie opowiada
o ludziach w sposób bezpośredni, lecz odnosi się do obiektów, które są w użyciu w każdym z domów - pilotów do telewizora. To uniwersalne narzędzie w trakcie użytkowania odwzrowuje charakter posiadacza pilota. Czasem po wytarciu konkretnych klawiszy możemy dużo opowiedzieć na temat temperamentu, osobowości i zainteresowań jego właściciela. Przeskalowanie zdjęć, działanie formatem odrealnia fotografowany przedmiot, sprawiając, że w pierwszym rzędzie widz zwróci uwagę na klawisze, linie podziałów, a dopiero później zastanowi się nad przeznaczeniem obiektów.
Autor zapytany o swój projekt zaznacza również drugi, psychologiczny aspekt swojego projektu, standby - to także funkcja jednego z przycisków (bycia w gotowości), czyli wszystkich tych aspektów, które wiążą się z uwikłaniem człowieka, w świat informacji, mediów, naszych jakże często ekspresyjnych reakcji na oglądany przez nas news, program, czy film.
Odniesienia do atrybutu jako synonimu określającego człowieka odnajdujemy w projekcie, który prezentuje Andrzej Kramarz. "Rzeczy" - przedmiot wyprodukowany i używany przez człowieka, po spełnieniu swojej funkcji wyrzucany najczęściej na śmietnik. Rzecz to jednak czasem obiekt pożądania(biżuteria, samochód), temat dzieła sztuki (martwa natura). Rzecz może tracić swą wartość z upływem czasu, ale może też zyskiwać, może stanowić własność jednej osoby lub przeciwnie, zmieniać nieustannie właścicieli. Rzecz - przedmiot, mający autonomię bytową, istniejący samodzielnie w oderwaniu od człowieka. Rzecz, a właściwie rzeczy to główny temat wystawy Andrzeja Kramarza.
Wszystkie fotografie wykonane są według tego samego klucza. Autor wykonywał zdjęcia w trakcie swoich fotograficznych penetracji na krakowskich Grzegórzkach. Książki, lalki, śrubokręty, korki od karafek, świecznik, święty obrazek, czyli wszystko co możemy znaleźć na każdym targu staroci. Ujmująca jest pozorna banalność i skromność środków użytych przy realizacji tego projektu. Fotografie przypominają techniczne katalogowanie stoisk, ujęcia wykonywane od przodu, na płasko, bez zbędnych zabiegów formalnych. Również w wypadku fotografii Andrzeja Kramarza mamy do czynienia z pewnym przeskalowaniem i odrealnieniem obrazu. Fotografie wyeksponowane w grupie, powiększone do ponad naturalnych wymiarów zdają się być świadomą abstrakcją stworzoną przez autora przy pomocy poszczególnych zastanych elementów. Oczywiście także i w wypadku tego projektu możemy mówić o odrębnym - kulturowym i socjologicznym aspekcie tego projektu. Bo rzecz, jego kształt i przeznaczenie jest doskonałym nośnikiem informacji o epoce i ludziach, z której pochodzi.
Odniesienie do atrybutu odnajdujemy również w projekcie Danuty Kuciak pt.:"Sexy, sexy". Już sam tytuł tego projektu sugeruje odbiorcom pewien sposób podejścia autorki do poruszanego przez siebie tematu. Danuta Kuciak w wielu swoich realizacjach dotyka podstawowej nurtującej wszystkich problematyki - pojęcia tożsamości, kobiecości oraz naszej przemijalności. Bardzo często aranżuje projekty, gdzie tworzywem plastycznym jest jej własne ciało. Projekt "Sexy, sexy" powstał pod wpływem impulsu chwili - a dokładniej widoku wystawionego w witrynie sklepu stroju bikini, którego przeznaczenie i zastosowanie narzucało się wręcz samoistnie - jako obiektu, narzędzia mającego służyć pobudzeniu seksualnemu ewentualnego partnera. Autorka chcąc zbadać jak zmienia się postrzeganie jej osoby przez pryzmat zakupionego przez nią obiektu, postanowiła sama stanąć przed
obiektywem, aranżując sesję w zakupionym przez siebie stroju. Na zdjęciach widzimy więc samą autorkę ubraną i upozowaną na prostytutkę. Ale to nie wszystko, na jednym ze zdjęć widzimy jak autorka mizdrzy się do potencjalnego widza, na innym zaś widzimy ją przyobleczoną w minę niewinnego dziecka. Coś jednak zgrzyta przy odbiorze tych zdjęć, coś drażni, bo autorka zrealizowała go z dużą dozą autoironii i ogromnym dystansem do siebie samej. Nie sposób nie zauważyć, że szydzi z funkcji atrybutu jaką przypisują jej jego twórcy, czy też potencjalne użytkowniczki, bo przecież
w końcu, z jakiegoś powodu, obiekt ten był wystawiony w witrynie sklepowej, słowem sprzedawca zaznaczył jego bardzo ważną (według niego) funkcję społeczną.
Odmienne spojrzenie na otoczenie ma kolejny z autorów - Kuba Dąbrowski. Autor nie zamyka się w fotograficznym studio by aranżować scenę, nie wyszukuje też specjalnie tematów do kolejnych swoich zdjęć. Tematem jego prac jest to, co jest mu najbliższe - koledzy, znajomi, bliscy, zabawa, miejsca i sytuacje stąd prezentowany przez Kubę Dąbrowskiego projekt nosi nazwę "accidents will happen", czyli po prostu wydarzenia. Projekt autora ma formę otwartą i realizowany jest zasadniczo w internecie w formie fotoblogu. Na wystawie w Bydgoszczy pojawia się zaledwie kilka zdjęć z tego cyklu. Młoda dziewczyna, przytulona do siebie para, widok kroplówki podłączonej do ręki, opustoszała ulica, ujęcie mężczyzny z fotografowanego przy świetle lampki, jedzącego właśnie swój posiłek. Smaku tej wystawie dodaje monolog, który sączy się z głośników w tle: "Jesteś smutny jak filmy Bergmana i odechciało mi się jeść"(...). A to życie pędzi na przód, po prostu zapierdala". Chciałoby się powiedzieć - banalność monologu, banalność formy zdjęć, a z drugiej strony - to przecież cała prawda o naszym życiu, o egzystencji, o dążeniach, nadziei i smutku. Blogowa forma prezento-wanych przez Kubę fotografii, odartych z naleciałości estetycznych i artystycznych odniesień stanowi najlepsze odzwierciedlenie naszej współczesnej człowieczej blogo-egzystencji.
O pewnych podobieństwach w traktowaniu obrazu można mówić także w przypadku projektu Karola Radziszewskiego. Także i w tym wypadku autor nie poprzestaje na wykonaniu samych zdjęć, lecz aranżuje przestrzeń w formie pokazu slajdshow.
Projekt Karola, to na dobrą sprawę, rzecz o podglądactwie, o obserwacji naturalnych zachowań drugiego człowieka, bez maski, pozy, jaką przybiera najczęściej na widok obiektywu aparatu. "Transilvania" to cykl zdjęć, które powstały latem 2007 roku w Rumunii. Wszystkie wykonane zostały w tym samym miejscu, w rejonie, którego główną atrakcją są słone jeziora i błota lecznicze. Wszystkie zostały zarejestrowane ukrytą kamerą. Nie tworzą żadnej narracyjnej historii, między ich
bohaterami nie zachodzą żadne istotne powiązania, a wybrane kadry są wyciągnięte z szerszego kontekstu. Tworzą cykl, ale właściwie każde z nich jest osobnym "obrazem". Ich kompozycja, pomimo dość przypadkowego procesu rejestracji wygląda na przemyślaną. Wybrane kadry wydają się dość absurdalne, a zestawione jeden za drugim w formie slideshow, tworzą lekki, ale niepokojący zestaw. Na pozór wakacyjny klimat, ma jednak nieco nostaligiczny charakter. Młodzi chłopcy, dojrzali mężczyźni, a czasem starcy, niemal nadzy, nieświadomi "podglądacza", naturalnie "pozują" przed obiektywem. Pomimo, że są uchwyceni w ruchu, to jednak ich pozy wydają się bardzo teatralne, czasem niemal patetyczne. Można sobie łatwo wyobrazić, że to jakiś dziwny zapis spektaklu w niekonwencjonalnej scenerii i tylko "aktorzy" nie są świadomi, że "występują". Nie znają też reżysera.
Podobną metodę twórczą przyjęła autorka kolejnego projektu - Anna Nizio. Autorka prezentowała już wcześniej w warszawskiej Zachęcie, projekt, który dotykał sfery seksualności, pewnych pojęć i wzajemnych relacji damsko-męskich. także i tym razem Anna stara się obnażyć pewną prawdę o mężczyznach korzystających z domów publicznych. Autorka zapytana skąd wzięła pomysł na realizację akurat takiego tematu, odpowiada -"kierowała mną ciekawość, a mianowicie dlaczego dla mężczyzn, prostytucja jest dużo bardziej atrakcyjną formą kontaktu niż tradycyjne zawieranie znajomości." "Jak technicznie realizowałam projekt? Po prostu rejestrowałam "zwierzenia" potencjalnych klientów udając kobietę lekkich obyczajów. W kwiatku za uchem miałam ukryty mikrofon, którym rejestrowałam ich wypowiedzi". "Nieświadomość mężczyzn była konieczna dla uzyskania autentycznych
i szczerych wypowiedzi, których nigdy bym nie otrzymała przeprowadzając klasyczne inteview. Z kliku godzinnego materiału powstało po selekcji kilku minutowe wideo oraz zdjęcia.
Wzajemnych relacji damsko-męskich dotyczy również projekt Anny Lorenz. Autorka nie skupia się jednak na psychologiczno-socjologicznej stronie tego zjawiska, lecz na relacjach człowiek (grupa osób) - przestrzeń. Według autorki ludzie mają skłonność do odgrywania samych siebie (bycia w roli) w przestrzeni zewnętrznej. W przestrzeni zamkniętej (prywatnej), człowiek powinien czuć się bezpiecznie, powinien być prawdziwy. Anna Lorenz próbuje sprawdzić za pomocą fotografii, które wykonuje przy pomocy samowyzwalacza, na ile "ten zamknięty, intymny, łagodny i stonowany świat łazienki sprawia, że jestemy w nim sobą? Czy wpólny portret "łazienkowy", ukazuje parę ludzi zapatrzonych w siebie nawzajem, czy zapatrzonych
w siebie samych? Tacy jesteśmy - odrębni - choć połączeni, samotni - choć we dwoje, razem - i osobno.
Wśród osób zaproszonych do udziału w wystawie są m.in.:
Kuba Dąbrowski
Piotr Kawęcki
Andrzej Kramarz
Danuta Kuciak
Adam Lach
Anna Lorenz
Anna Nizio
Karol Radziszewski
Adam Tuchliński
Piotr Kawęcki z cyklu "STANDBY"
Autor o projekcie:
Na własnych i pożyczonych egzemplarzach nawet sprzed 20 lat usunąłem resztki napisów, oznaczeń funkcji przycisków oraz logo firm, pozostawiając tylko ślady użytkowania - rysy, pęknięcia i brudne plamy tłuszczu. Widoczne na zdjęciach ślady zamknięte w ciasnym kadrze tworzą tablice z nieświadomym zapisem anonimowych autorów - właścicieli pilotów. STANDBY - to także funkcja jednego z przycisku, ...być w gotowości... dotyczy mojej pracy. Projekt ma formę otwartą - czekam na inne piloty.


Wielkoformatowe zdjęcia przedstawiają centralny panel wysłużonych pilotów RTV.
Andrzej Kramarz projekt "Rzeczy", który dotyczy kreatywności człowieka, o naszym miejscu w dzisiejszym świecie, o tym czym się otaczamy, o tym czego potrzebujemy lub czego chcemy się pozbyć.

PAWEŁ KULA / WIDZIALNE HISTORIE
Widoki z okna to jedne z pierwszych fotograficznych rejestracji w historii. Oglądane po wielokroć wydawały się być przezroczyste i uniwersalne, być może dlatego stały się dla Niepce'a, Talbota i Daquerre,a doskonałym punktem odniesienia. Każda z tych fotografii ujawniła odmienne obrazy świata, niekoniecznie zbieżne z intencjami ich autorów. Różnice te mają swe źródła częściowo w zastosowanej technologii, ale można w nich także dostrzec zapowiedź przyszłych przygód człowieka z fotograficznym medium. Od tamtego czasu powstały miliardy zdjęć, a dzisiajcoraz trudniej wierzyć
w fotografię, która kusząc swoją zadziwiającą mocą preparowania tego, co minione jednocześnie stwarza to, czego nigdy nie będzie. Możliwość zobaczenia tych wszystkich światów jest obecnie wystarczającym powodem do uznania ich za realne. Czy istnieje niesfotografowana rzeczywistość? - pyta z pozoru naiwnie reżyser "Ostatniego filmu dokumentalnego".
Doświadczanie poprzez fotografię bywa przewrotną obserwacją własnego cienia. Cień jest nasza własnością, należy do mapy naszego ciała, jednak jednocześnie jest iluzyjną projekcją odwzorowującą nasza fizyczność w coraz to nowych rzutach. W polu mojego zainteresowania znaleźli się artyści, u których specyficzna relacja z medium fotografii często w pełni świadoma, czasem tylko przeczuwana stała się konstrukcyjną osią realizowanych projektów.
Poszczególnych twórców łączy przeświadczenie o niezwykłej sile utrwalonego obrazu, dzieli zaś wiek i zasób życiowych doświadczeń. Także motywacje posłużenia się fotografią bywają odmienne, czasem wręcz przeciwstawne. Niektórzy z nich są amatorami bardzo intuicyjnie traktującymi fotograficzne medium, inni to z kolei wykształceni profesjonaliści świadomie czerpiący z bogactwa dostępnych strategii artystycznych. Część z premedytacją dokonuje dekonstrukcji mitów, inni podsycają zakorzenioną wiarę w moc fotograficznych obrazów.
Zbigniew Wróblewski nadal mieszka w miejscu, w którym zrealizował projekt "Dzieci z mojego podwórka". Pierwszego czerwca 1982 roku ustawił kilkuletnią córkę razem z dziećmi sąsiadów przed drzwiami swojego bloku. Dziewczynka trzyma piłkę i stoi w samym środku grupy. Być może robiąc to zdjęcie Wróblewski zdefiniował wtedy swoje centrum wszechświata, a przeświadczenie, że rzeczy dzieją się tylko raz skłoniły go do powtarzania tego rytuału przez następnych 10 lat.
Paweł Sokołowski powrócił do rodzinnego Wałbrzycha akurat wtedy, kiedy konsekwencje zmian gospodarczych dotkliwie weryfikowały rzeczywistość mieszkańców tego miasta. Likwidowano zakłady i kopalnie, które dawały pracę i poczucie bezpieczeństwa przez dziesięciolecia. Pierwsza część cyklu "Ludzie Czarnego Złota" to pełne godności portrety górników, za plecami których apokalipsa się już dokonała. Dlatego tym ciekawsza wydaje się być decyzja autora, aby skonfrontować się ze stworzonym przez siebie pomnikiem. Druga część projektu to krok poza mitologię i ponowne spotkanie z ludźmi, którzy przeżyli swój koniec świata.
"Pożegnanie z S." Karoliny Miller to głównie tryptyki, na których obok zdjęć z domowego archiwum znajdziemy fotografie reporterskie, anonimowe rejestracje amatorów, a także ujęcia wykonane współcześnie przez samą autorkę. Te zestawy emanują wielką siłą tworząc surrealistyczną narrację, której wzmocnienie następuje poprzez repetycję motywów i zniekształcanie znaczeń. Nie jest to jednak opowieść autobiograficzna mimo, że widzimy Miller w kluczowych momentach swojego życia. Nie jest to też opowieść o pożegnaniu z miastem mimo, że bez trudu można rozpoznać Szczecin,
z którego autorka wyjechała kilkanaście lat temu. Miller wykorzystuje osobiste tropy, ale konstruuje historię, która oglądana z dystansu staje się niezwykle wiarygodna.
W starożytnym Rzymie albumem nazywano pobieloną tablicę (albus - z łac. biały), na której spisywano ważne informacje dla ludności. Maria
Stafyniak reprodukuje okładki albumów fotograficznych tworząc kolekcję zawierającą potencjał każdego zdjęcia, z którym kiedykolwiek się spotkaliśmy. Album to tylko opakowanie, ale sukcesywnie zapełniany staje się nośnikiem dowolnej historii i powłoką, której obraz jest nasycony właściwościami fotografii. Ten obraz to zazwyczaj początek opowieści, pierwsza karta, lecz tutaj określa ona granicę, do której możemy dotrzeć.
Konrad Kwasek był twórcą, który rzeźbił szybko, a kolekcja jego swobodnie nakreślonych postaci, muchomorów, przytulających się par liczy setki prac. Na tym tle jego fotografie wydają się być efemeryczną iluminacją. Nigdy nie publikowane, przechowywane w kartonach przez jego żarliwego wyznawcę Romka Zańko stanowią mikroskopijną cząstkę jego artystycznej aktywności. Pomalowane pisakami i kredkami, oznaczone datami narodzin musiały zostać wycięte z rodzinnego albumu. Kulminacją tego zestawu jest seria autoportretów, na których Kwasek w przestrzeni jednego, niewiel-kiego pokoju z wielkim skupieniem wpatrując się w obiektyw aparatu wciela się w postacie Indianina, Beduina i Jezusa.
Zdjęcia Bogdana Ziętka poukładane są w kartonach i pieczołowicie opisane. Te niewielkich rozmiarów odbitki noszą ślady amatorskiej obróbki oraz niedoborów materiałowych i sprzętowych z poprzedniej epoki. Fotografie Ziętka skądinąd znanego bardziej z naturalnych rozmiarów rzeźb kobiet to przykład dokumentacji totalnej. Obrazy za oknem są dla niego równorzędne z tymi na ekranie telewizora i na okładkach czasopism, a świat "pięknych pań" zaludniają postacie żony, sąsiadek z Brzeźnicy oraz Marylin Monroe. Czas nie ma tutaj znaczenia, a Ziętek fotografując serialową Isaurę i ponad 20 lat wcześniej panienkę z Braszewic snuje niekończącą się opowieść o swojej życiowej namiętności.
To zapewne nie są zakończone historie, a raczej tylko obrazy za oknem, które oswojone i z pozoru trwałe z wolna dryfują ku niezauważalnym zmianom. Zarys mentalnego widnokręgu nieustannie się oddala powiększając krąg rozpoznawalnego choć niekoniecznie zrozumiałego świata. Taka perspektywa wyznacza horyzont zdarzeń, wewnątrz którego Fotografia bywa nazywaniem rzeczy, przypominaniem, kontaktem z innym człowiekiem, terapią.
Konrad Kwasek
Karolina Miller
Paweł Sokołowski
Maria Stafyniak
Zbigniew Wróblewski
Bogdan Ziętek

Konrad Kwasek

Paweł Sokołowski

Bogdan Ziętek
|
|